wtorek, 7 kwietnia 2015

Jak wszystko się zaczęło?


Parę osób chciało, żebym napisała historię Toffiego, więc proszę. Dzisiaj będzie trochę wspominania. Na samym początku zaznaczę, że nie jest to mój powód do dumy i nie mam się czym chwalić. No, ale zacznijmy od początku.

11 listopada 2011 roku pierwszy raz zobaczyłam małą, rudą kulkę, która kilka godzin później była w moim domu. Już nie jako ruda kulka, a jako Toffi. 
Tego samego dnia, jadąc po psa nadal jeszcze nie wiedzieliśmy jakiej będzie rasy. Miał być spaniel albo beagle. No i dojechaliśmy. Do Słomczyna. Na miejscu były psy, większość w klatkach, przy głośnej muzyce. Z takich warunków psa się nie kupuje, teraz jest to dla mnie jasne. Ale wtedy miałam 11 lat, tak bardzo chciałam mieć własnego czworonoga, że było mi obojętne skąd będzie.
Moją uwagę zwróciła pani, która stała z boku. Nie trzymała szczeniąt w klatce, a w kocyku na rękach. Dwa psy, jeden cały rudy z białym "krawatem" (Tof) drugi też rudy, ale z białą plamką na plecach. Jedyne, co wiem o rodzinie Toffiego to to, że miał jednego brata i trzy siostry. Dostaliśmy książeczkę zdrowia, był zaszczepiony, jest okej. Czym mieliśmy go karmić? Powiedziała, że dostawał karmę dla kota i biały ser. Chwilkę.. karma dla kota? "Coś tu nie tak, inaczej pisali w książkach o psach.. Ale przecież nareszcie mam psa!" Mniej więcej tak wtedy myślałam. Do teraz pamiętam, że na pożegnanie kobieta powiedziała- Tylko zajmujcie się nim dobrze, proszę.

Potem poszliśmy do samochodu, mój tata poszedł kupić legowisko i miski. Zastanawialiśmy się nad imieniem. Ja od razu powiedziałam "Toffi". Mi się podobało, moja rodzina przyjęła to z mniejszym entuzjazmem. Mama chciała, żeby nazywał się Mozart. ;)
No i stało się. Mam psa, swojego własnego, wymarzonego, najpiękniejszego...
Kiedy tylko weszliśmy do domu Toffi-Mozart zaznaczył teren. Potem trochę piszczał, aż w końcu usnął.

Problemy z jedzeniem (skąd wziąć tą karmę dla kota?), biegunka, wielki kleszcz znaleziony na tylnej łapie Toffiego.. tak wyglądały pierwsze dni. A, jeszcze kroplówka, bo przez biegunkę mógł się odwodnić. Kiedy nareszcie wyzdrowiał i zaliczyliśmy wszystkie szczepienia wyszliśmy pierwszy raz na dwór. Bał się samochodów, innych zwierząt i biegających ludzi. I tutaj kolejne moje przemyślenia "Nie biega jak pieski na zdjęciach w książkach? Co to jest socjalizacja?"
  Po kilku spacerach przyzwyczaił się do większości strasznych rzeczy. Przetestowaliśmy chyba wszystkie karmy dostępne na rynku, po każdej nie czuł się dobrze (może oprócz białego sera...) Jedyną karmą którą tolerował było Pedigree. Ale tym szczeniaka nie chciałam karmić, więc dostawał gotowanego kurczaka, ryż i marchewkę. W końcu jadł :P. Potem było już dobrze-jadł, bawił się, poznawał ludzi, chodził na spacery.



 Było super, aż do dnia kiedy po spacerze zaczął "dziwnie" chodzić. Pojechaliśmy do weta.. wypadające rzepki kolanowe..


I co zrobić? Postanowiliśmy skupić się na socjalu, chociaż jeszcze długa droga była przed nami, żeby nie szczekał na każdego napotkanego człowieka. Było coraz lepiej. Uczyliśmy się sztuczek, Toffi okazał się bardzo inteligentnym szczeniaczkiem, chodziliśmy na (krótsze) spacery, spotykaliśmy się z psami i ludźmi, jeździliśmy do parku.. I tak minęły cztery lata :)
Nawet nie zauważyłam kiedy pies stał się moim oczkiem w głowie, dosłownie zawładnął sercami całej rodziny :D W ciągu tych lat przeżyliśmy wiele wspólnych wzlotów i upadków, a mimo nieciekawej przeszłości Toffi jest najkochańszym spanieluszkiem biegającym po tej ziemi!

Czy zdecydowałabym się teraz na psa z pseudohodowli? Oczywiście, że nie.
Czy tego żałuję? Tak
Ale kocham Toffiego i ani razu nie żałowałam, że wzięłam jego, a nie innego psa :)


9 komentarzy:

  1. Moja Suzi też ma problemy z wypadającymi rzepkami :/.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwież mi opowiadasz moją historie... Miałam tak samo oprócz tej karmy dla kota, lecz z jedzeniem było tak samo nie chciał nic jeść, tylko kurczaka z ryżem. Z socjalem to już lepiej, nigdy więcej psa nie z hodowlii. Tylko ja wtedy miałam 9 lat... :)

    Pozdrawiamy, Klaudia&Ami
    amisiowaty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna historia... Toffi jest na prawdę pięknym psiakiem :) Pozdrawiamy: http://tobicockerspanielangielski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa historia, w sumie dobrze, że tak się stało, bo tworzycie super team :). Ja też popelnilam błąd z pseudohodowlą, ale w wieku 6 lat, poprzedni właściciela dawali mu grzany ser biały z kiełbasą, wtedy nie było to takie podejrzane :P.

    Kajowyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa historia. :) Ja mojego Reksia dostałam jak miałam około 7 lat :/ I dopiero teraz zaczęłam się bardziej skupić na socjalu itd. No, ale idzie nam co raz lepiej. ;)
    Pozdrawiamy!
    Wiktoria&Rex
    http://reksio-the-dog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam na Waszym blogu, robicie świetne postępy! :D

      Usuń
  6. Ja tez niestety mam psy z pseudo , ale wiem , ze mialy tam dobrze , sama widzialam. Teraz ? Nigdy z pseudo. Hodowla lub schronisko :) Karma dla kota byla i w naszym przypadku , ale problemow ze zdrowiem nie bylo :)
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawa historia, wyrósł na przystojniaka :)

    http://plutoifigaro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja suka urodziła się 11.11.2011. Magiczna liczba. Chyba wiedziała, ze przyszła właścicielka będzie sklerotyczką i musi wymyślić sobie jakąś łatwą datę urodzenia. ;)

    OdpowiedzUsuń