niedziela, 31 stycznia 2016

Podsumowanie stycznia + pierwsze tropienie

9 stycznia postanowiliśmy przełamać panującą od dłuższego czasu nudę i wybraliśmy się na trening grupowy. W planie były zajęcia z tropienia i rally-o, czyli dla nas super. Zadzwoniłam, możemy bez problemu przyjść na zajęcia. No to świetnie, pakuję psu standardowo smakołyki, zabawkę, kliker i wychodzimy. Teraz, uwaga, ważne dla wszystkich którzy wybierają się na pierwsze tropienie z psem: jeśli bierzecie tylko to co wymieniłam wyżej, jesteście ŹLE przygotowani. :P Wierzcie lub nie, ale nie pomyślałam, ze trzeba wziąć coś więcej. Prawdopodobnie dlatego, że dwie godziny przed planowanym rozpoczęciem treningu zdecydowałam się, że na niego idę. Kiedy już dotarliśmy i dowiedziałam się, że nic ze sobą nie wzięłam, po próbach założenia na Toffiego za małych szelek, przywiązywania linki, rozsypywania żółtego sera i zostawianiu rękawiczek... Rudy miał pierwszą w swoim życiu próbę chodzenia za śladem.
Poszło mu znakomicie! :D Widać, że to właśnie sprawia mu frajdę. Psa rozpraszały ptaki, które się zleciały na darmowy żółty serek, i nad tym musimy popracować. Toffi musi wiedzieć, że kiedy jest praca to ma się skupić, a nie przeganiać ptaki.
Podsumowując:
-Na tropienie bierzemy szelki (żeby pies nie uczył się wyjadania czegoś z ziemi i ciągnięcia na obroży)
-Przyda się też starty żółty ser
-Zapamiętujemy gdzie zostawiamy np. rękawiczkę i smaki do których pies ma dojść i jeśli ktoś ci mówi, żeby je zostawić przy pierwszym drzewie to nie zostawiaj przy drugim :D (tak jak ja zrobiłam)
-Przed zajęciami nie chodzimy w kółko po całym terenie zostawiając swój zapach, bo potem nie będzie gdzie zostawić śladów. ;)
Niestety nie udało mi się zrobić żadnych zdjęć.

Następne było rally-o, które okazało się być mieszanką różnych ciekawych ćwiczeń i samokontroli. Przy tym drugim spaniel wymiatał, mimo, że wcześniej takich ćwiczeń nie robiliśmy. Do jednego z zadań trzeba było zostawić psa i odejść spory kawałek żeby zostawić smakołyk w określonym miejscu, i tu mój pies się nie popisał. Jako jedyny z grupy nie mógł usiedzieć w miejscu. Nad tym trzeba popracować, bo ostatnio to zostawanie nam się psuje. Nigdy nie było to problemem, a teraz ciężko Toffiemu zrobić pozowane albo grupowe zdjęcie, bo ciągle wstaje. Nie uśmiecha mi się perspektywa wałkowania tej komendy, ale uważam ją za jedną z ważniejszych, które każdy pies powinien opanować, więc trzeba coś z tym zrobić.
Wracając do treningu, Toffi przez większość czasu super się zachowywał, w trakcie samokontroli byłam mega dumna, świetnie się skupiał na mnie. Jednak, jak to bywa, kiedy przyszła pora na zaprezentowanie umiejętności z tego co robiliśmy wcześniej, spanieluszek był wykończony intensywnym myśleniem "nie wezmę tego smakołyka, nie wezmę, niewezmęniewezmęnie.." że nawet nie doszliśmy do drugiego z pachołka przy którym były smakołyki.
Co do zachowania przy psach, było nieźle. Ignorował Lakiego, który przyszedł później i żeby oswoić się z sytuacją chodził dookoła, ale na Riko (spaniela) szczekał.



Na sam koniec oswajaliśmy psy w rytmie afrykańskich bębnów. :D (zdj. wyżej) Mimo początkowej niechęci, Toffi szybko się przełamał i pobierał smakołyki.

Żeby nie było monotonnie, to na początku stycznia po raz pierwszy na spacerze używałam Endomondo, żeby coś nam w końcu zmierzyło ile km przechodzimy i ile potrafimy przejść. Miałam trochę większe oczekiwania niż to, co wyszło (bo z aplikacją spacerowaliśmy tylko 2 razy), ale nie jest źle. Niecałe 5 km w śniegu i zimnie dla ciepłolubnej osoby takiej jak ja to i tak sukces, bo najchętniej nie ruszałabym się w taką pogodą z domu. Dzisiaj też wyszliśmy pochodzić, jednak spacer okazał się lekko beznadziejny. Zawsze uważałam że nawet odwilż jest lepszy od śniegu (naprawdę go nienawidzę) to dzisiaj kiedy wymyśliłam spacer nad Wisłę powoli zmieniam swoje przekonanie. Na dodatek Toffi złapał takiego rzepa, że przez 15 minut oddzielałam sierść z ogona od tej z tylnej łapy, bo wszystko się przyczepiło do siebie. A w domu i tak w ruch poszły nożyczki i z całkiem ładnego ogonka mojego psa zrobiło się nędzne, poszarpane coś.

Przy okazji, jak to dobrze, że zrobiłam parę zimowych fot, bo nie wiadomo czy śnieg do nas jeszcze zawita (oby nie).Jest kilka ujęć z szaleństwa ze śniegiem, biegania i naszych terenów. Jak widzicie nie wszystkie zdjęcia są obrobione, próbuję coś działać w gimpie, ale nie miałam czasu na wszystkie, a post chciałam dodać jeszcze dzisiaj.

7 komentarzy:

  1. Trenig był super! A Riko to nie tylko Toffi chciał zjeść xD

    Pozdrawiamy i zapraszamy do siebie:
    http://8lap1ogon.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia są piękne! Mój pies niby też myśliwski, ale na żadnym spotkaniu zorganizowanym jeszcze nie był. Wow, Toffik to przepiękny pies :)
    ___________________________________________
    tropemsaby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajęcia były świetne :) I nawet załapaliśmy się na zdjęciu!
    Ps Śliczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ona lata w śniegu <3.
    Ja bardzo chciałabym spróbować z moim tropienia, wszyscy mówią że to sport w którym by wymiatał :D. Jeśli będzie coś w pobliżu, na pewno się zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  5. haha " Psa rozpraszały ptaki, które się zleciały na darmowy żółty serek " świetny post, zdjęcia fenomenalne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Magiczne zdjęcia! :D Chętnie przeszlibyśmy się na zajęcia tropienia, ale w okolicy nie ma żadnych psiarzy ani nic.. Żółty ser to chyba miłość każdego psa:)

    fastyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Super zdjęcia ! My też mamy sporo zdjęć z naszej krótkiej zimy :)
    Tropnie, tylko jedzenia w kuchni :D

    OdpowiedzUsuń