sobota, 30 kwietnia 2016

Jest coraz lepiej

W środę 27 kwietnia Toffi miał zrobione badanie echokardiograficzne, czyli po prostu echo serca. Bardzo się przed tym stresowałam, szczególnie, że spóźnił nam się autobus i byliśmy na miejscu kilkanaście minut później niż mieliśmy być. Nie pomagał fakt, że dowiedziałam się, że albo zostawiamy psa w szpitaliku w klatce, albo czekamy razem z nim, być może nawet do godziny 20. Oznaczało to cztery godziny siedzenia w poczekalni, więc przekazaliśmy Toffiego pracownikom kliniki i pojechaliśmy do domu. Toffi już kiedyś tam został, jednak był wtedy tak osłabiony, że prawdopodobnie przespał całą naszą nieobecność. Tak poza tym, to zawsze bawi mnie to jak Tof drepta za lekarzem na np. zastrzyk czy własnie do szpitala, i leci zadowolony jakby to był już koniec wizyty, po czym nagle się zatrzymuje z takim "kurcze, chyba czegoś zapomniałem... A tak, mama" :D i szybko chce wracać tam, skąd przyszedł. Wracając do badania, to okazało się, że to ja bardziej stresowałam się zostawieniem psa samego u weterynarza, wychodząc z kliniki miałam poczucie jakbym zostawiała swoje dziecko po raz pierwszy w przedszkolu :D Weterynarzowi udało się zrobić badanie szybciej (Nie byliśmy zapisani na konkretną godzinę, mieliśmy przyjść kiedy lekarz zacznie dyżur i to było na zasadzie: może ktoś się spóźni i uda się nas wcisnąć pomiędzy zapisanymi pacjentami), moi rodzice odebrali Toffiego po godzinie 18, więc nie miałam szans zadać weterynarzowi żadnych pytań. Podobno spanieluszek był spokojny i nie tęsknił tak bardzo!

Osłuchowo nie ma słyszalnych szmerów sercowych, na szczęście! W opisie badania: "Niewielkiego stopnia niedomykalność dwóch zastawek: dwudzielnej i aorty. Wielkość lewego przedsionka w normie. Objętość lewej komory nieznacznie powiększona, frakcja wyrzutowa nieznacznie obniżona. Brak uchwytnych badaniem nowotworów serca, brak płynu w jamie osierdzia".
Jak już pisałam nie miałam okazji porozmawiać z lekarzem, ale skoro wszystkie zmiany są niewielkie, to nie ma czym się martwić. Myślałam, że będzie gorzej. Dalej mamy jeszcze napisane, że opisane zmiany w chwili obecnej nie powinny powodować żadnych objawów klinicznych, i że wskazana jest kontrola za pół roku.

A Tofiś...Tofiś jest już chyba dawnym sobą! Teraz tak sobie myślę, że może kaszel i problemy z oddychaniem były skutkiem tego, że dwa dni przed wystąpieniem tych dziwnych objawów rude przeleżało pół dnia na podwórku, więc możliwe było przeziębienie... Rada dla mnie na przyszłość: nie panikować tak bardzo. Chociaż, w sumie to się sobie nie dziwię, kiepsko to wyglądało. Może zadziałały leki. Dla ciekawskich, Tof dostawał Furosemid (lek moczopędny, dobrze, ze nie mieszkamy w bloku i można psa szybko wyprowadzić ;)), Thiocodin i HemoVet.
Mam teraz 9 dni wolnego (dzięki maturom), chyba zaczniemy chodzić na dłuższe spacery, bo właśnie się zorientowałam, że nie byliśmy na takim od dwóch tygodni.

6 komentarzy:

  1. Ja też czułam się tak, gdy zostawiałam Abi na sterylizację ;)
    Dobrze, że Tof wrócił do zdrowia!
    http://trickspanielabi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka Spanieluszku! Badanie to badanie, ale gdy zostawia się psa na poważną operację to już nie jest tak kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Początek to nawet mam taki sam z tego badania :D Nie wiem jak to u psiaków ale wiem że u człowieka niedomykalność zastawki to już w pewnym stopniu choroba. Ale nie jest to poważne żeby leczyć ale trzeba pilnować :)
    W takim razie zdrowia dla psiaka !
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też zawsze za bardzo się przejmuję, ale nigdy nie wiadomo czy coś mogłoby się dziać. Dobrze, że u Was nie wyszło nic poważnego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowia dla Toffiego! Powoli wychodzicie na prostą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że zmiany są niewielkie. A stres, chyba w takiej sytuacji byłby u każdego kto się przejmuje zdrowiem swojego psa. Jeszcze raz zdrówka dla Toffiego! :))
    Pozdrawiamy, Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń