wtorek, 26 kwietnia 2016

O Toffisiowych problemach ze zdrowiem

Wszystko zaczęło się w piątek niecałe dwa tygodnie temu, kiedy Toffi zaczął być osowiały, nie miał ochoty na zabawę. W sobotę rano doszła silna kulawizna, na spacerze pies ledwo szedł. Pomyślałam, że pewnie zaraz przejdzie, i zrobiliśmy trzykilometrowy spacer... Po powrocie zjadł śniadanie, uznałam więc, że to nic poważnego. Kiedy wróciłam z sesji zdjęciowej małego whippeta do domu, stan Toffiego pozostawał bez zmian, a kulenie na tylne łapki jeszcze się nasiliło. Szybko pojechaliśmy do weterynarza, została pobrana krew w celu wykluczenia/potwierdzenia babeszjozy, zmierzona temperatura- Tof miał gorączkę, dostał kroplówkę. Na wyniki, z powodu zamkniętego laboratorium musieliśmy poczekać do następnego dnia, albo przyjechać wieczorem, jednak po 22 dostaliśmy telefon z przychodni, że wyników jeszcze nie ma, więc poczekaliśmy do niedzieli. Wtedy wszędzie nosiłam Toffiego- chodzenie sprawiało mu kłopot. Potwierdzenia się przypuściły- babeszjoza. Po raz piąty. Wcześniej jeszcze dostaliśmy wyniki krwi, przy okazji zrobili też biochemię, wątroba na szczęście jest w idealnym stanie (a Imizol jest szkodliwy dla wątroby). Tof dostał wcześniej wspomniany Imizol, jeszcze jedną kroplówkę, antybiotyk i wróciliśmy do domu.

Od tego momentu jego stan powinien się raczej poprawiać... Niestety u nas jest na odwrót. Generalnie zawsze miałam trochę "pechowego psa", jeśli po przebytej chorobie szanse na jakieś powikłania są małe, to jest spora szansa, że u Toffiego wystąpią ;) Od środy (20 kwietnia) zaczęło dziać się coś dziwnego, czego szczerze mówiąc nie potrafię nazwać. Pies zaczął szybko i ciężko oddychać, apatia wróciła, cały dzień spędził leżąc na legowisku. Ponownie odwiedziliśmy weterynarza (a byliśmy jeszcze w poniedziałek i wtorek), wtedy, w gabinecie Tof zaczął kaszleć, miał odruchy wymiotne, dławił się. Po dokładnym zbadaniu przez weta nic nie wyszło, nic nie ma w gardle, w sercu nic nie "słychać", wątroba nie jest powiększona, brzuch nie jest napięty, węzły chłonne tez w porządku- i co robić? W następnych dniach schemat się powtarzał- w domu pies zaczynał ciężko oddychać i kaszleć, kiedy przychodziliśmy do weta-bum, pies jest zdrowy, żadnych niepokojących objawów nie widać. Dostaliśmy lek odwadniający, było podejrzenie że w płucach zbiera się woda, potem lek wspomagający pracę wątroby (dwa razy Tof po nim wymiotował).
Od tego czasu niewiele się zmieniło, dodam jeszcze, że pies który wcześniej przechodził 12 km (wolnym tempem ale jednak), teraz po przedreptaniu 50 m zaczyna dyszeć, zatrzymuje się i chce wracać. Kulenie ustało już w poniedziałek, mogło być wynikiem po prostu osłabionego organizmu (bo Toffi i tak ma wypadające rzepki). Bardzo, bardzo się martwię, że to coś z sercem... Jakby tego było mało, dwa razy po wieczornym spacerze Toffiemu opadała dolna powieka w lewym oku, na dodatek miał jakby nieobecny wzrok, oko troszkę ropiało... Weterynarz powiedział, że to może być reakcja na ból, sama nie wiem.
Udało nam się zapisać na echo serca jutro na 16:30, chyba jakimś cudem, bo inne terminy na najbliższy czas są zajęte. Mam już dość tych wizyt u weterynarza, pies chyba jeszcze bardziej, niech to wszystko już się skończy, bo już nie wytrzymam nerwowo. Siedzę w internecie i szukam podobnych przypadków co ani trochę mi nie pomaga, bo znajduję same śmiertelne choroby.
 Wracając do babeszjozy, mam wrażenie, że Toffi w jakiś dziwny sposób przyciąga więcej kleszczy niż inne psy. Po spacerze po Toffim chodzi załóżmy 7 kleszczy (czasem nawet więcej), a sąsiedzi, którzy chodzą z psami w te same miejsca nie znaleźli na swoim psie żadnego. Mimo wyczesywania i sprawdzania futra, jakiś kleszcz się zapodział i zaraził Toffiego. I mam pytanie do osób które tak jak ja mają psa "odkurzacza do kleszczy"- czego używacie na te pasożyty? Dotychczas my mieliśmy Foresto, jednak już drugi raz zawiodło (wcześniej był na kroplach, które okazały się totalnym badziewiem w naszym przypadku), teraz już w ogóle nie ufam tej obroży, dlatego kupiliśmy Bravecto. Mam już z tymi tabletkami dobre doświadczenia, był jeden rok w Toffisiowym życiu w którym nie zachorował, i był to właśnie czas w którym dostał bravecto. U weterynarza usłyszeliśmy, że na substancje zawarte w Foresto kleszcze się uodporniły, dlatego bravecto jest najskuteczniejsze na chwilę obecną.

9 komentarzy:

  1. O kurczę, no to zdrowia! :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde Julka, mówię Ci, że tk ten wirus, znajomych prawie wszystkie psy miały, epidemia w wawrszawie. Jak Paulina powiedziała, popodawaj syrop prawoślazowy, nie zaszkodzi, a jeśli to to to pomoże, bo aktualne objawy się zgadzają... ;) Zdrowia Toffisiu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio w warszawie faktycznie panuje jakaś epidemia. Kaszel, właśnie takie duszności i podobno to coś z krtanią :/ Zdrówka dla Toffcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas na szczeście kleszcze się nie wbijają. Kora jak przynosi to na sobie i to bardzo rzadko, a po łąkach hasa. U mojego weta panuje przekonani, żeby co jakiś czas zmienić krople czy obroże na pchły, bo te wstręciuchy powoli się przyzwyczajają, a wiadomo każda z tych rzeczy ma inną specyfikę. I tak to raz dostajemy foresto, raz fipres, raz fypryst, a innym razem frontline. U nas dobrze działa fiprex, po nim nigdy nie przyniosła kleszcza nawet na sobie.
    A jeśli chcesz jakąś obroże to może spróbuj kiltix, chociaż zapach jak dla mnie jest okropny.
    Dużo zdrowia!
    http://psiasfera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. My mamy Foresto i Abi już złapała 2 kleszcze :/
    Zdrówka do Toffiego! Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedactwo :(. Faktycznie szczególnie dużo łapie tych kleszczy, u nas w ciągu ponad 4 lat trafiło się może 5..
    Oby wszystko się wyjaśniło, koniecznie daj znać jak echo! My robiliśmy dwa razy, za pierwszym podejrzenie poważnej choroby, za drugim (u jednego z lepszych psich kardiologów)- wszystko w porządku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spopdziewalem sie ze kleszcze moga sie uodpornic.. A testowalas krople Sabunol? Albo Advantix?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabunol nie, ale Advantix tak. Niestety dwa razy na nich zachorował, więcej już nie kupię żadnych kropli. Minus jest jeszcze taki, że mają krótki okres działania, a na dodatek Toffi często pływa.

      Usuń
  8. Zdrowia Toffi! Na pewno wyjdzie z tego cało! :)
    A na kleszcze nic ci raczej nie polece, bo mój pies był przez te pasożyty ugryziony tylko 2 razy w życiu.

    OdpowiedzUsuń